Opinie ekspertów

Dr Daria Schetz, kierownik Centrum Monitorowania Działań Niepożądanych Leków i Środków Chemicznych Pomorskiego Centrum Toksykologii:

Corocznie wzrasta liczba osób hospitalizowanych z powodu celowego lub przypadkowego przedawkowania substancji, które bez recepty i problemów związanych z poszukiwaniem apteki można kupić w niemal każdym sklepie czy na stacji benzynowej. W naszym kraju nie istnieje jednak zintegrowany i kompleksowy system, który pozwoliłby na monitorowanie liczby i rodzaju przypadków zatruć będących konsekwencją nieprawidłowego stosowania farmaceutyków, szczególnie tych dostępnych w sprzedaży pozaaptecznej.

W Pomorskim Centrum Toksykologii w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy tego roku hospitalizowaliśmy aż 107 pacjentów ostro zatrutych paracetamolem. W tym samym czasie odnotowaliśmy także 41 przypadków zatruć ibuprofenem. Warto podkreślić, że liczba ta byłby co najmniej trzykrotnie wyższa, gdyby wziąć pod uwagę osoby, które przyjęły ibuprofen wraz z innymi lekami i (lub) z etanolem. Trzeba też pamiętać, że paracetamol jest składnikiem coraz większej liczby różnych leków; w praktyce pacjenci coraz częściej dopiero w szpitalu dowiadują się, że biorąc 3-4 wydawałoby się różne leki: na grypę, na gorączkę i na ból, przedawkowali zawarty w każdym z nich paracetamol. Problem wynika również z tego, że paracetamol uznany jest powszechnie za lek bezpieczny, który można stosować bez kontroli lekarza. Należy jednak pamiętać, że lek ten powinien być stosowany głownie doraźnie – jedna lub dwie tabletki po 500 mg jednorazowo. Przyjęcie w ciągu doby 5 lub więcej gramów paracetamolu przez osobę dorosłą uznawane jest za zażycie dawki toksycznej. Dawka ta może okazać się jednak znacznie niższa w przypadku wcześniejszego uszkodzenia wątroby. Stosowanie tego leku w tej populacji chorych i bez konsultacji z lekarzem powinno być więc wyjątkowe, a nie − jak to ma zwykle miejsce − rutynowe.

Przekaz na temat pełnego bezpieczeństwa przy stosowaniu paracetamolu czy ibuprofenu wciąż płynie jednak z reklam. Poczucie to zwiększa też powszechna dostępność tych substancji. Można je kupić nie tylko w aptekach, ale i poza nimi. Być może nawet przede wszystkim poza nimi – taka ocena to jednak nie wynik badań, ale obserwacji, bowiem żaden urząd nie kontroluje skali tego zjawiska. Tymczasem rola farmaceutów w informowaniu pacjentów o prawidłowym stosowaniu leków, a tym samym w ograniczaniu zjawiska ich nadużywania, jest bardzo ważna. To przecież farmaceuci, gdy ktoś kupuje leki w aptece, wskazują właściwe dawkowanie, zwracają uwagę na możliwe zagrożenia i mogą też po prostu nie wydać większych ilości leku niż służące zaspokojeniu doraźnych potrzeb.


 
Marek Tomków, członek Opolskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej:

O pozaaptecznym rynku leków należy mówić przede wszystkim w kontekście zagrożenia dla zdrowia publicznego. A mówiąc o tym zagrożeniu, musimy w pierwszym rzędzie zwrócić uwagę na będący skutkiem sprzedaży pozaaptecznej nieograniczony dostęp dzieci do niektórych leków. Druga podstawowa sprawa to poważne utrudnienie w walce z lekami sfałszowanymi.  

Jeśli chodzi o dostęp dzieci do leków – chronimy je dziś przed drożdżówkami, papierosy sprzedawane są jedynie z zamkniętych kaset, a leki są dosłownie wszędzie, na wyciągnięcie ręki. Każdy z nas może wskazać wiele sklepów czy stacji benzynowych, gdzie stojaki na leki znajdują się tuż obok półek ze słodyczami, często z nimi wymieszane, a więc w miejscach, do których chętnie podchodzą dzieci, często same. Jest to powszechne, pomimo że istnieją bardzo wyraźne przepisy nakazujące umieszczanie sprzedawanych leków w miejscach niedostępnych dla dzieci.

Poza aptekami nie tylko nie ma właściwej kontroli nad lekami i odpowiednich warunków dla ich przechowywania. Nie ma też pewności, co do pochodzenia leków, bo sklepy nie mają obowiązku prowadzenia pełnej ewidencji kupowanych i sprzedawanych produktów leczniczych, nie mają nawet obowiązku kupowania leków z hurtowni farmaceutycznych. A to oznacza absolutny brak nadzoru nad tym, co się w nich sprzedaje, pomimo że ogromny nacisk kładzie się obecnie na kwestię walki z lekami sfałszowanymi. Prosty przykład: przepisy określają zadania kierownika placówki obrotu pozaaptecznego przy wstrzymywaniu lub wycofywaniu leków z obrotu. Tylko że brak jest podstawy prawnej do ustanowienia kierownika placówki obrotu pozaaptecznego odpowiedzialnym na przykład za nadzór nad wstrzymaniem lub wycofaniem serii wadliwych leków. Inspekcja nie ma prawa do niezapowiedzianych kontroli, nie ma prawa do nałożenia jakiejkolwiek kary finansowej, lokale nie mają obowiązku posiadania opinii WIF i tak dalej. Inspektor nie ma także prawa do weryfikacji wiedzy sprzedawcy. To trochę jak policjant, który może tylko grzecznie poprosić, żeby kierowcy jeździli przepisowo. Biorąc pod uwagę zdrowie ludzkie, trzeba przyznać, że jest to nieco kuriozalne.