Śmiertelny koktajl Mołotowa

Marek Tomkow - wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej w wywiadzie dla Dziennika Bałtyckiego wyjaśnia skąd pomysł, aby leki poza aptekami były sprzedawane tylko osobom, które ukończyły 16 rok życia.

Problem leży w braku kontroli nad rynkiem pozaaptecznym. Rocznie inspekcja farmaceutyczna sprawdza zaledwie 300 placówek na 360 tysięcy sprzedających lekarstwa. W kraju unijnym bez granic, jak Polska, jest to zachęta do sprzedaży leków sfałszowanych. Nikt nie wie, kto i gdzie tym handluje, bo nie ma rejestru. Jaka jest gwarancja, że sklepik wycofa z obrotu wadliwy lek? Naszym zdaniem, minimalna. Ponadto chcemy, by ze sklepów na stacjach benzynowych wycofano leki dla dzieci. To specyficzna grupa środków, których dawki przeliczane są na masę ciała i sprzedający muszą mieć wiedzę o ich stosowaniu. Na dodatek wiele sieci handlowych łamie przepisy, nakazujące umieszczanie leków na takiej wysokości, by dziecko nie mogło ściągnąć opakowań z półki. Uważamy to za duże zagrożenie.

 

 U nas tymczasem niektórzy handlowcy sugerują, że można wziąć paracetamol na kaca, dołączając jako "zestaw grillowy" - apap powieszony na butelce wóski. A to jest bardzo niebezpieczny dla wątroby związek toksyczny. W Polsce bierze się zbyt dużo leków. Niektórzy rodacy stosują środki przeciwbólowe na wszelki wypadek. Nie patrząc na możliwe interakcje między lekami, połykamy tabletki przypisane przez internistę, kardiologa, dokupione w osiedlowym sklepiku, fundując naszym organizmom śmiertelny koktajl Mołotowa.

 

Źródło: Dziennik Bałtycki, "Nie fundujmy sobie koktajlu Mołotowa"